Budki telefoniczne niemal całkowicie zniknęły z krajobrazu większości miast na świecie. Każdy nosi dziś telefon w „kieszeni”.
Jednak w Osace grupy artystyczne (np. Kingyobu), by ocalić nieużywane przeszklone budki telefoniczne, przekształciły je w pełni sprawne akwaria pełne kolorowych ryb jako żywe instalacje street artu.
Część przestarzałych kabin Japończycy adaptują na punkty z mobilnymi ładowarkami i powerbankami, inne są utrzymywane przez operatorów służąc jako punkt oparcia w czasie klęsk żywiołowych (trzęsień ziemi), ponieważ sieci stacjonarne bywają bardziej odporne na awarie niż telefony komórkowe.
Historia , którą chcę opowiedzieć ma również związek z budką telefoniczną, lecz w zupełnie innym wymiarze. Wydarzyła się w północnej Japonii w miejscowości Otsuchi.
Kiedy w 2014 roku Katarzyna Boni zbierała materiały do książki o życiu Japończyków po tsunami pytała, jak radzą sobie ze stratą bliskich ? słyszała wtedy, że chodzą nad morze porozmawiać z tymi, których zabrała fala, albo jadą do szamanki – Itako, zadać zmarłym pytania.
Zmarli są obecni w ich życiu na różne sposoby. Ale najpiękniejszy sposób na obcowanie z tymi których już nie ma znalazł pan Itaru Sasaki, ogrodnik z japońskiego miasta Otsuchi.
Jeszcze przed tsunami, postawił w swoim ogrodzie budkę telefoniczną a w niej zwykły, niepodłączony, stary telefon. Nazwał go „kaze-no denwa – telefon na wietrze” poetycko wyrażając myśl, że słowa które wypowiada do telefonu poniesie wiatr. („kaze” to po japońsku – wiatr a denwa – to telefon). Próbując pogodzić się ze stratą zmarłego kuzyna, odbywał z nim długie symboliczne rozmowy. Kiedy podnosił słuchawkę słyszał jakby jego głos.
Po trzęsieniu ziemi i tsunami które uderzyło w Fukushima w 2011 roku, Sasaki udostępnił to miejsce tysiącom ludzi opłakującym swoich bliskich. Wkrótce odwiedziło go ponad 10 tysięcy osób i liczba wciąż rosła. Podnosili słuchawkę i zaczynali rozmowę. Czasem tylko milczeli, czasem słuchali, czasem mówili nieprzerwanie. Wypowiadali wszystko to, co leżało im na sercu. Żegnali się. Pan Sasaki pomógł ludziom przechodzić przez żałobę po osobach z którymi nie mogli się pożegnać.
Ta historia zyskała rozgłos na świecie i wkrótce „telefony a wietrze” pojawiły się w różnych miejscach: w Irlandii, w Szkocji, na wrzosowiskach w Stanach. Taka budka pojawiła się też w Warszawie, a wszystko za sprawą Katarzyny Boni. Za zgodą pana Sasaki, wspólnie z Pawłem Kowalskim zaprojektowali telefon tak by przypominał ten z Japonii a zarazem pasował do miejsca w którym stanie. Wybrano urokliwy, zielony zakątek miasta – Jazdowo, ukryty skarb Warszawy. I tak 14 maja 2022 roku w Noc Muzeów, 200 metrów od Sejmu, w pobliżu ambasad, otwarto budkę telefoniczną z niepodłączonym telefonem i książką do osobistych wpisów. Projekt od razu zyskał zainteresowanie. W księdze pojawiały się wpisy – połowa po polsku, połowa po ukraińsku. Znamienne, bo właśnie obok, od trzech miesięcy trwała wojna. Teraz „telefon na wietrze” żyje już własnym życiem. Ludzie nie przestają pisać. Wykorzystują możliwość, żeby porozmawiać z tymi, z którymi nie zdążyli się pożegnać, mówią to, czego nie powiedzieli za ich życia. Raz na jakiś czas księga jest wymieniana.
„Każdy może wejść do środka, podnieść słuchawkę i porozmawiać, Kto wierzy w to, że w niepodłączonym telefonie nic nie słychać, ten nic nie usłyszy. A kto posłucha uważnie, może usłyszy odpowiedź ? Chciałabym, żebyśmy razem pomogli tym, którzy nie zdążyli wypowiedzieć ostatnich słów – mówi Katarzyna Boni. „Telefon na wietrze” to niewielka rzecz, która może wielu osobom pomóc zrzucić z siebie ciężar i choć na chwilę poczuć ukojenie i ulgę”.
Sierpień to miesiąc, w którym Japończycy obchodzą święto zmarłych Obon (お盆 lub 盆– bon) czas, w którym wracają w rodzinne strony, żeby uporządkować groby bliskich oraz ich otoczenie. To także kolejna rocznica wybuchu nuklearnego w Hiroshimie i Nagasaki. Teraz doszła jeszcze Fukushima.
Jest do kogo zadzwonić. ” Telefon na wietrze” „Wietrzny telefon” a może Wieczny Telefon, brzmi tak podobnie.

