Fugu – ryba, która wywołuje falę uniesień wśród koneserów japońskiej kuchni. Jednakże, nie mogę powstrzymać się od wyrażenia swojego zdania na temat tego kontrowersyjnego dania.
Fugu, nazywana również ośmiornicznikiem japońskim, jest rybą z rodziny rozdymkowatych. Co takiego w niej tak fascynuje? Ano właśnie – trucizna! Tak, dobrze słyszycie. Ta przerażająca i nieuchronna śmierć czai się w wątrobie owej ryby.
Japończycy uwielbiają ten rodzaj hazardu kulinarnego -w jednej chwili mogą delektować się smakiem fugu, a w drugiej… no cóż, po prostu już nie ma ich wśród nas. To jak gra w rosyjską ruletkę, tyle, że w kuchni.
Oczywiście, tutaj pojawia się elitarność. Nie wszystkim dana jest możliwość spróbowania fugu w drogich restauracjach. Wymagane jest szczególne pozwolenie dla kucharza. Szefowie kuchni muszą przejść specjalistyczne szkolenia, aby umiejętnie odciąć rybę od jej najbardziej trujących części. Ale czy naprawdę warto ryzykować życiem dla jedzenia?
Jeśli już ktoś zdecyduje się na na to wykwintne, kulinarne doświadczenie, działa tu zasada – „chłopie, masz jedno zadanie – nie umrzeć”. Czy naprawdę chcemy spędzać wieczór w restauracji, zastanawiając się, czy szef kuchni wykonał swoje zadanie odpowiednio? Nie mówiąc już o tym, że smak fugu jest przyjemny tylko dla najbardziej wyrafinowanych podniebień.
Oczywiście, doceniam ekskluzywność i unikalność, które często towarzyszą potrawom w japońskiej kulturze kulinarnej, ale trzeba się zastanowić, czy nie przesadzamy z ryzykiem. Są inne pyszne dania, które nie zagrażają naszemu życiu.
Ostatecznie, decyzja należy do Ciebie. Czy jesteś gotowy podjąć ryzyko i dać sobie możliwość spróbowania fugu? Czy wybierzesz inny kulinarny klasyk, który cię nie zabije?
Na stole postawiono duży talerz, na którym misternie niczym koronka, ułożone wokół były cienkie jak pergamin, plasterki surowej ryby. Nastąpił moment decyzji – jeść czy nie jeść, zakończyć życie świadomie ryzykując ? Jem – ryba jest delikatna jak jedwab, ale nie dostrzegam w niej nadzwyczajnego smaku. Być może obrażę tym jej wyznawców. Była adrenalina. Kucharz nie zawiódł. Przeżyłam. Może byłoby gorzej, gdybym znała cenę takiego dania. Za dreszcz emocji trzeba słono zapłacić. Dotarło to do mnie kiedy zapytano mnie, jakie japońskie potrawy mi smakują ? „np. Fugu” – odpowiedziałam przez grzeczność. „Fugu ? a iwasi to ci nie smakują ?” – śledzie, które, królowały w PRLu. „Iwasi też” – odpowiedziałam, choć pojęłam lekką ironię. Są już restauracje, w których serwuje się tę trującą wątrobę ryby, specjaliści znaleźli bowiem sposób, by truciznę zneutralizować Ale patrząc na tę urokliwą wyglądem rybę, myślę sobie, czy nie można by jej oszczędzić ?

