Czy pamiętacie zajęcia wychowania fizycznego w podstawówce ? Co tam robiliście?
W Japonii uczniowie ćwiczą sztuki walki – karate. Boisko zapełnia się uczniami, którzy ubrani w stosowne stroje ustawiają się w szyku, niczym z „Wejścia smoka” z Brucem Lee, ćwiczą z mozołem, powtarzając wciąż te same kata . Rozlega się rytmiczne chóralne ichi, ni, san, shi, go, roku, shichi, hachi, kyu, jyu, czyli od jednego do dziesięciu, a wraz z okrzykami powtarza się seria skoordynowanych i harmonijnych ruchów, aż staną się odruchem niezależnym od myślenia. Przeznaczenie karate zawsze jest defensywne.
W Japonii poznaliśmy polskiego księdza misjonarza – Salezjanina. Kiedy usłyszał od nas – ” ksiądz jest podobny do papieża”, odpowiedział z uśmiechem – ” to papież jest podobny do mnie, jest ode mnie młodszy”. I tu łączy się karate z księdzem Piekarskim. Otóż siostrzeniec księdza odwiedzał go co jakiś czas, a będąc pod pod urokiem Japonii zaczął w Polsce trenować karate uzyskując kolejne szczeble w tej dyscyplinie . Kiedy odwiedził wuja ponownie postanowił zweryfikować nabytą wiedzę i stanął do walki z równym mu pasem japońskim przeciwnikiem. Walka zakończyła się dla naszego rodaka dwutygodniowym pobytem w szpitalu. Trudno nauczyć się karate w Polsce, choć wiem, że polscy sensei /nauczyciele/ stają na głowie, by poziomy były choć zbliżone. Wracając do księdza, mieszkał w sąsiednim miasteczku, gdzie opiekował się niewielką kaplicą. Obok niej znajdował się pawilon, w którym siostry misjonarki prowadziły przedszkole dla maluchów z okolicy. Ksiądz zaprosił nas do siebie. Jadąc do niego pociągiem poznaliśmy grupę nastoletnich tenisistek, może marzyły , że wzorem cesarzowej ich życie kiedyś się odmieni… Ksiądz przyjął nas serdecznie, odprawił dla nas prywatną mszę, odwiedziliśmy salezjański cmentarz, a potem wyprawił nam niebiańską ucztę. Serwowane były ostrygi z grilla (wiem, co pomyślą ci od przełykania ich na surowo, również doceniam ich wyjątkowy smak), te z grilla były wyborne. Ksiądz pochodził ze wsi i kiedy miał już wyjechać na misję, matka zapytała go – „dokąd synku jedziesz ? ” Wziął ją za rękę, wyprowadził przed dom o świcie i palcem wskazując wschodzące słońce powiedział – „tam mamusiu, tam gdzie jest to słońce”.
Ksiądz mówił o wielkiej biedzie i głodzie, którego doświadczył na początku pobytu, mało kto wie, że Japonia dobrobyt, przewrotnie, zawdzięcza II wojnie światowej, po której otrzymała dostęp do technologii i stała się mocarstwem w wielu dziedzinach. Ksiądz odwiedzał nas regularnie i zawsze był mile witany. I jeszcze jedna historia, choć nie byłam jej świadkiem. Jeden z kolegów rozemocjonowany swoją opowieścią siarczyście przeklął. Natychmiast zareagowała karcąc kolegę wokalistka – ” Krzysiu tak przy księdzu ! „, na co ksiądz odparł – „Krysiu bez dewocji ,bez dewocji”. I tak ksiądz pozostał w naszej pamięci na zawsze.” bez dewocji” Wracam jeszcze do sztuk walki. Ja też uległam urokowi wschodnich sportów, zapisałam 9 letniego wówczas syna licząc, że połknie bakcyla, do znajomego sensei na Aikido. Grzegorz, utalentowany aikidoka, rozumiejąc potrzebę konfrontacji ze źródłem, zapraszał regularnie japońskich mistrzów i urządzał wspólne pokazy i zawody. Po jednym z nich, mój syn odebrał z rąk Japończyka certyfikat, miło. Zwróciłam uwagę na to, że sensei i 9 latek byli tego samego wzrostu. Nie jest to kpina, a jedynie spostrzeżenie, w końcu liczy się technika. Jest jeszcze jedna historia sportowa, ta rodem z Okinawy. Miałam koleżankę, piękną, wysoką mieszkankę Okinawy. Jej ojciec był mistrzem karate i prowadził własną szkołę. Sachiko, od drugiego roku życia ćwiczyła z własnym sensei. Kiedy była już nastolatką, brała udział w walce w której otrzymała cios pod nos. Po walce wszyscy ustawiają się wyprostowani w szeregu, czekając na ukłon kończący turniej. Ruch głową i dwie jedynki (zęby Sachiko) lądują przed nią na macie. Błyskawicznie podnosi i wsuwa je za pas. Takie rzeczy też się zdarzają. Wspominam o tym ku przestrodze dla panów, których serca skierują się ku Japonkom. Pod warstwą pokornej subtelnej istoty , ukrywać się może dzielna wojowniczka.

