felieton

Witajcie Leniwce kawa gotowa ? 155 Dzisiejszy temat to – Unit 731 Zmowa milczenia – ukrywane fakty z historii Japonii

Pod koniec lat 80. XX wieku władze szybko rozwijającego się Tokio postanowiły wybudować w dzielnicy Shinjuku kompleks budynków dla miejskiej administracji.

Podczas rozbiórki bloku stojącego w miejscu, gdzie dawniej znajdowała się siedziba Wojskowej Akademii Medycznej, koparki zaczęły wydobywać z ziemi duże ilości ludzkich kości. Wiele z nich było dziwnie zdeformowanych, spiłowanych, czaszki miały wywiercone otwory oraz usunięte fragmenty kości. Wtedy to po raz pierwszy wypłynęła na światło dzienne nazwa tajemniczej Jednostki 731, która w czasie wojny miała na uczelni jeden ze swoich oddziałów. Władze japońskie nie pozwoliły jednak na badania DNA, twierdząc, że są to szczątki zmarłych pacjentów pobliskiego szpitala lub jeńców z czasów wojny, których ciała przywożono tu z terenów okupowanych w celach edukacyjnych. Ostatecznie sprawę udało się wyciszyć. Po latach niewygodny dla Japończyków problem wrócił za sprawą byłej pielęgniarki Toyo Ishii, która w 2006 r. przyznała publicznie, że tuż przed kapitulacją Japonii w 1945 r. była świadkiem zakopywania w pośpiechu wielkich słojów, w których znajdowały się zanurzone w formalinie ludzkie szczątki. Rząd japoński długo zwlekał z pozwoleniem na zbadanie tego terenu przez archeologów, zgodził się dopiero w 2011 r.

Jednak po upływie blisko 30 lat od odkrycia kości nikt już nie ma wątpliwości, że za tą zbrodnią stała osławiona Jednostka 731. Przemówili bowiem niektórzy zbrodniarze – pracownicy ośrodka, których u schyłku życia zaczęły dręczyć wyrzuty sumienia. Oczywiście nieliczni, bo zmowa milczenia nadal obowiązuje, tym bardziej że większość japońskich naukowców-morderców po wojnie uniknęła kary. Co więcej – wielu zrobiło karierę naukową lub założyło dobrze prosperujące firmy. Ci, którzy przemówili i uchylili rąbka straszliwej tajemnicy, są jedynymi świadkami, bo najprawdopodobniej wszyscy więźniowie poddawani brutalnym eksperymentom w obozie w Mandżurii zostali tam zamordowani.

Jednostka 731, znana również jako Epidemic Prevention and Water Purification Department of the Kwantung Army, to supertajny ośrodek badawczy położony w Mandżurii podczas II wojny światowej. Głównym badaczem tego tajemniczego miejsca był japoński lekarz i bakteriolog, Shiro Ishii. niezwykle ambitny i zdeterminowany japoński naukowiec, dla którego nie istniała moralność, a w imię idei militarystycznych i nacjonalistycznych był w stanie popełnić najgorsze zbrodnie.
Pod przykrywką badań nad zapobieganiem epidemii i oczyszczaniem wody, Jednostka 731 przeprowadzała okrutne eksperymenty na ludziach, w tym więźniach wojennych i cywilach. Ishii i jego zespół dokonywali brutalnych testów na ludzkich podmiotach, w celu opracowania broni biologicznej i zdobywania informacji na temat skuteczności różnych patogenów.
Eksperymenty w Jednostce 731 były niezwykle okrutne i nieludzkie, obejmując m.in. zarażanie ludzi chorobami takimi jak dżuma, cholera czy tularemia oraz przeprowadzanie operacji bez znieczulenia i inne
bestialskie tortury, których nie przytaczam ze względu na ich drastyczność. Po zakończeniu wojny, Ishii i inni członkowie Jednostki 731 uniknęli kary za swoje zbrodnie dzięki tajnemu porozumieniu z amerykańskimi władzami zainteresowanymi wynikami eksperymentów.
Dzisiaj Jednostka 731 pozostaje jednym z najbardziej mrocznych rozdziałów w historii medycyny i wojny, przypominając o ludzkim okrucieństwie i bezwzględności. Jej działalność stanowi przestrogę przed możliwością wykorzystania nauki i technologii do celów destrukcyjnych i nieludzkich.
Doktor Ken Yuasa, były pracownik Jednostki 731 i jeden z nielicznych Japończyków, którzy odważyli się nagłośnić popełnione tam zbrodnie, twierdzi, że w badaniach brało udział około tysiąca japońskich naukowców. Żadnego z nich nie spotkała za to kara. Podobnie jak wielu zbrodniarzy hitlerowskich, żyli długie lata na wolności, prowadząc normalne życie i robiąc kariery polityczne, biznesowe lub naukowe. Naito Ryoichi, Kitano Masaji i Futagi Hideo, odpowiedzialni m.in. za wiwisekcje i badania nad odmrożeniami, założyli w 1951 r. bank krwi, który przekształcił się z czasem w jedną z największych japońskich firm farmaceutycznych – Green Cross Corporation. Yoshimura Hisato, sadysta od odmrożeń, po wojnie został uznanym autorytetem w dziedzinie biologii polarnej człowieka i rektorem uniwersytetu w Kioto. Wynikami swoich nieludzkich eksperymentów potrafił się chwalić przez długie lata, i to na oficjalnych sympozjach naukowych. Jeszcze dalej posunął się członek siostrzanej Jednostki 1644 z Nankinu, Masami Kitaoka, który pracując w latach 1947–1956 dla Japońskiego Instytutu Zdrowia, wstrzykiwał więźniom bakterie riketsji, a chorych psychicznie „leczył” zarazkami tyfusu. Shiro Ishii, japoński doktor Mengele, został odsunięty na boczny tor, ale prowadził spokojne, normalne życie i zmarł we własnym domu w 1959 r. Część japońskich naukowców trafiła po wojnie do Stanów Zjednoczonych, dostając intratne posady w agencjach rządowych i firmach prywatnych.

Nic więc dziwnego, że ani japońskie, ani amerykańskie władze nie były zainteresowane ujawnieniem prawdy o Jednostce 731 i do dzisiaj niechętnie wypowiadają się na jej temat. Japończycy nie potrafili i nadal nie potrafią rozliczyć się ze zbrodni wojennych, a gdy tylko mogą, próbują je zatuszować. Prawda o straszliwych eksperymentach prowadzonych w ośrodku w Pingfang powoli wychodzi jednak na jaw, choć paradoksalnie zawdzięczamy to przede wszystkim byłym pracownikom, których na starość dopadły wyrzuty sumienia. Szacowana liczba ofiar okrutnych praktyk waha się między 300-750 tys. Znaleźli się wśród nich oprócz Azjatów także Europejczycy i Amerykanie.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *