felieton

Witajcie Leniwce kawa gotowa ? 58 Dzisiejszy temat to Zazen

Buddyzm i Shinto to dwa główne wyznania religijne praktykowane w Japonii od wieków. Mają ogromny wpływ na kulturę i społeczeństwo tego kraju. Oba wyznania różnią się, zarówno pod względem historii, doktryn, jak i praktyk religijnych.
Buddyzm został zapoczątkowany w Indiach przez Siddharthę Gautamę, znanego również jako Buddha, który osiągnął oświecenie i rozpoczął nauczanie drogi do wyzwolenia od cierpień. W Japonii buddyzm, pojawił się w VI wieku i szybko rozprzestrzenił. Stał się jednym z integralnych elementów japońskiego życia religijnego. Buddyzm jest oparty na czterech szlachetnych prawdach, które mówią o cierpieniu, jego przyczynie i drodze prowadzącej do szczęśliwego życia .

Shinto, z kolei, jest rdzenną religią Japonii, która ma korzenie sięgające głęboko w historię tego kraju. Jest ona oparta na wierzeniach w duchy i siły natury, oraz kultu przodków. Główne zasady shinto obejmują hiraki-sutra (czysty sposób życia), matsuri (duchowe uroczystości i obrzędy) oraz shinbutsu shugo (współistnienie kami – boskich istot – i buddystów). Shinto jest również silnie związane z japońskim narodowym duchem, a główny świątynny kompleks, Ise Shrine, jest uważany za jeden z najważniejszych miejsc kultu w Japonii.
Oba wyznania są obecne w życiu Japończyków równocześnie. Wielu Japończyków praktykuje zarówno buddyzm, jak i shinto, odwiedzając zarówno świątynie  buddyjskie , jak i shintoistyczne sanktuaria. W życiu codziennym oba wyznania przeplatają się, np. ceremonie ślubne często odbywają się w sanktuariach shinto, podczas gdy pochówki  mają charakter buddyjski.
Mimo różnic w doktrynie i praktykach, oba wyznania odzwierciedlają głębokie dążenie Japończyków do harmonii z naturą, szacunku dla przodków i dążenia do osiągnięcia oświecenia.

Zen (jap. 禅; cicha medytacja, religijna kontemplacja)

Podstawowym zajęciem w tej szkole jest praktyka medytacyjna zwana zazen (dosł. siedzący zen), której istotą jest poznanie swojej prawdziwej natury, osiągnięcie stanu buddy.
Przez zen rozumie się także „spokojny umysł”, „kontrolowanie procesu myślenia”, „przyswajanie koncepcji”. Jest to koncentracja myśli na jednym punkcie i kontemplowanie prawdy życia poprzez praktykę siedzącej medytacji. Dzięki niej umysł odzyskuje świeżość, a myślenie staje się przejrzyste niczym woda. Innymi słowy, zen to wyzwolona świadomość – narzędzie i ostateczne schronienie.

Potocznie określa się zen jako religię w rozumieniu odłamu buddyzmu, który postrzegany w różnych kulturach, może zawierać w sobie cechy religii. Dopiero w XX wieku na Zachodzie, część zwolenników, zaczęła traktować zen jako czystą filozofię, drogę życia, w której wiara jest nieistotna. Według nich, można „mieć zen bez buddyzmu”. Takie rozumienie zen odbiega od oryginalnego wzoru i nie jest popierane przez większość wyznawców w krajach, w których zen powstał. Dla nich, jest to zubożenie zen, wykrawanie tylko jednej części (medytacji) z ośmiorakiej ścieżki.

Wszyscy na tym świecie szukają szczęścia na zewnątrz, a nikt nie rozumie swojego własnego wnętrza. Każdy mówi: „ja”, „ja chcę tego”, „ja jestem, jak tamto”. Ale nikt nie rozumie tego „ja”. Gdy się urodziłeś – to skąd przyszedłeś? Gdy umrzesz – dokąd pójdziesz?
Jeżeli będziesz uczciwie pytał – „Kim jestem?” wtedy wcześniej, czy później trafisz na ścianę, kiedy całe myślenie jest odcięte. Nazywamy to „umysłem nie-wiem”. Zen jest utrzymywaniem tego umysłu „nie-wiem” zawsze i wszędzie.
Mówiąc „filozofia”, mamy zwykle na myśli system logicznych twierdzeń. W odniesieniu do zen, taka definicja kompletnie się nie sprawdza, gdyż jego sens tkwi w skutkach dla medytującego, a nie w logice. Sytuacja jest podobna jak w przypadku poczucia humoru – dowcipy często nie powinny być racjonalne, gdyż ich sens polega na doprowadzeniu słuchacza do śmiechu, w czym racjonalizm przeszkadza. Podobnie sens kōanów (zagadek zen) polega na prowadzeniu do oświecenia, w czym logika także szkodzi. Analiza filozofii zen przypomina analizę humoru i jest równie niewiele wnosząca. Tylko w medytacji można odnaleźć sens tej filozofii. Oczywiście nie oznacza to, że zen to zbiór dowcipów – celem jest oświecenie, a nie śmiech.
Zen jest sztuką kontemplacji Pustki. W ogrodach zen, najważniejsze są przestrzenie między kamieniami, w medytacji nieprzytrzymywanie żadnej myśli. Ta Pustka potrafi być czasem bardzo żywa, czasem podniosła, jednak przenika ona całe zen. Według zen przenika cały wszechświat.
Oświecenie oznacza w zen, stan przekroczenia swojego ja i pełnego zespolenia z Pustką. Termin ten, budzi negatywne skojarzenia w zachodniej kulturze i prowokuje niesłuszne oskarżenia o nihilizm. W zen nie oznacza on jednak braku myśli i uczuć, ani tym bardziej nihilizmu etycznego.
Według zen, świat widzi się najlepiej, gdy człowiekowi nie przeszkadzają jego uprzedzenia. Każde porównanie, każda racjonalna myśl, jest budowaniem przybliżonego modelu świata, który powoli zaczyna przesłaniać rzeczywistość. Ludzie patrzą na otoczenie przez pryzmat swoich uwarunkowań. Na skutek tego powstaje dysonans, z którego wywodzi się cierpienie. Pustka jest brakiem uwarunkowań. Myśli pojawiają się, gdy są konieczne, gdy jednak się ich nie przytrzymuje, ani nie zwalcza, przemijają bez śladu. Umysł jest wówczas jak Lustro. Po dalszej medytacji znika nawet Lustro.

Podobnie wszelkie podziały, wliczając w to podział ja-świat zewnętrzny, są według zen iluzją, która nie odpowiada rzeczywistości. Nie należy się na nich koncentrować, nie należy także przebywać myślą w przeszłości, czy w przyszłości. Istnieje tylko, „tu i teraz”, „jest tylko ta chwila”, „jest tylko, to miejsce”. Zen polega na tym, że „gdy jestem głodny, jem, gdy jestem śpiący, śpię”. Nieświadomy człowiek – gdy je, myślami przebywa w pracy, a gdy zasypia, snuje marzenia o wielkości. Wtedy jest od zen daleki. W zen uważa się, że każdy może osiągnąć oświecenie, jeśli będzie wystarczająco intensywnie pracował nad własnym umysłem. Uwarunkowania wynikające z niedobrej karmy, można wymazać długotrwałymi praktykami medytacyjnymi.  Są one nazywane zazen – czyli siedzącym zen.
Składają się z kilku elementów:
liczenie oddechów. Pozwala to początkującym na uspokojenie umysłu;
praktyka shikantaza (tylko siedzenie), czyli praktyka długotrwałego pozostawania w stanie medytacji. Shikantaza, to po prostu bycie pełną jaźnią, puszczanie ciała i umysłu. Praktykując ją, nie lgnie się do myśli, ale też nie blokuje ich. W stanie tym umysł ma jednocześnie rejestrować wszystkie dochodzące bodźce. „Powinno się słyszeć odgłos spadającego piórka i jednocześnie nie dać się rozproszyć nawet wystrzałem armatnim”. Shikantaza jest charakterystyczne przede wszystkim dla szkoły zen sōtō; Według niej, ważne jest pozostawanie w stałym kontakcie ze swoim mistrzem, który udziela wskazówek na spotkaniu zwanym dokusan i w odpowiednim momencie daje adeptowi jego kōan, czyli opowieść lub krótkie pytanie, na które nie ma racjonalnej odpowiedzi, np.: „Kim byłeś przed swoimi narodzinami?”, albo: „Jaki dźwięk powstaje na skutek klaskania jedną ręką?”. W kōan należy się wczuć całą swoją istotą. Kōany są używane przede wszystkim przez mistrzów szkoły rinzai, gdzie są praktycznymi i usystematyzowanymi według skali trudności, probierzami głębi rozumienia ucznia. Są również używane w szkole sōtō, lecz nie są istotą praktyki.

Poznałam mnicha Świątyni Ryuzen. Spytałam, czy mogłabym wziąć udział sesji Zazen. Zgodził się i zaprosił do swojej małej buddyjskiej świątyni. Wnętrze wyłożone matami tatami, surowe, bez zbędnych ozdób, wzdłuż jednej ze ścian niska długa ławka, którą wskazał mnich bym usiadła. Rozpoczął wykład dla amatorki: jak usiąść , dopuścił w moim przypadku półlotos, w jaki sposób trzymać głowę, oczy przymknięte, gdzie kierować spojrzenie, jak trzymać ręce, jak oddychać, gdzie trzymać język w czasie medytacji, by nie trzeba było przełykać śliny, jak odliczamy, jak długo będzie trwała każda z sesji. Kolejna sesja będzie rozpoczynała się po uderzeniu w klawesy. Myślę, że każda trwała jakieś 20-30 minut. Mnich pokazał też płaską deskę Keisaku , którą uderza się w plecy medytującego, gdy wejdzie zbyt głęboko w stan medytacji. Rozpoczęliśmy pierwszą sesję, Mnich usiadł przede mną. Panowała całkowita cisza, skupiam się na oddechu i liczę, początkowo zastanawiam się, czy moje nogi wytrzymają, czy nie zdrętwieją, powoli głowa pozbywa się myśli, jest tylko oddech i liczenie. Całkowity spokój, błogostan. Kolejna seria, ktoś chodzi wokół świątyni i rozmawia, nie przeszkadza mi to, jestem skupiona. Spokój wewnętrzny. Trzecia seria, głęboka medytacja, odnoszę wrażenie, że lewitujemy, ale czy to możliwe, czy to jedynie wyobraźnia ? Koniec sesji, zdrętwiałe nogi szybko wracają do formy. Dziękuję za ćwiczenie. Mnich zaprasza na Ochya – zieloną herbatę, do mieszkania przylegającego do Świątyni. Chętnie przyjmuję zaproszenie, jest przemiło, kobieta podaje herbatę i ciasteczka. Porozumiewamy się moim japońskim, lecz wiele nie potrzeba. Wspólnota dusz wystarcza. W pewnej chwili spostrzegam zdjęcie na ścianie. Wprawia mnie w zdumienie. Myślę, że Was też. Gdzieś na końcu świata, na prowincji Japonii priest. Eshu Wasada i Jan Paweł II. Jestem w dobrych rękach – pomyślałam .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *